Komin jest ciastem specyficznym, z pozoru prostym, ale wymagającym czasu i dokładności. Każda gospodyni wypracowuje własne proporcje i metody, bo nigdy nie wiadomo jakiej wielkości trafią się jajka. Najważniejsze, aby pochodziły od szczęśliwych kur.

Komin, choć mało znany w całym kraju, swoje korzenie zapuścił na dobre w rejonie północno-wschodniej Polski. Na Polskim Biegunie Zimna, gdzie królują serniki, bezy, eklery i szarlotki, skutecznie walczy o zacne miejsce w świecie słodkości. Komin jest nie tylko niezwykły w smaku i wyglądzie, ale i fascynujący w swojej historii.
Historia Komina sięga społeczności tatarskiej zamieszkującej Litwę. To właśnie od nich jedna z lokalnych mieszkanek zdobyła przepis na ten deser i przywiozła go do Polski. Początkowo była jedyną osobą, która go wykonywała, ale z czasem ciasto zaczęło robić coraz więcej gospodyń. Dziś Komin znajdziemy m.in. w okolicach Sejn i Puńska.
Komin jest ciastem specyficznym, z pozoru prostym, ale wymagającym czasu i dokładności. W jego składzie dominują dwa składniki: mąka i jajka. I tu ciekawostka – nie istnieje jeden, „sztywny” przepis z określonymi proporcjami. Każda gospodyni wypracowuje własne proporcje i metody, bo nigdy nie wiadomo jakiej wielkości trafią się jajka. Najważniejsze, aby pochodziły od szczęśliwych kur.

Ciasto Komina musi być gładkie i elastyczne, jak mówi Aldona Wołyniec, właścicielka Zajazdu Litewskiego w Puńsku. Zagniata się je i rozwałkowuje na cienkie ruloniki przypominające gruby makaron_,_ a następnie kroi na drobne kawałki. Ciasto nie może być zbyt klejące, dlatego kuleczki obsypuje się mąką, by nie przywierały do siebie. A potem smaży się na głębokim oleju – podobnie jak w przypadku faworków czy mrowiska (inne litewskie ciasto regionalne). Gdy się usmażą, odsącza się je z nadmiaru tłuszczu i przekłada na papier, by jeszcze lepiej je osuszyć.
Usmażone kuleczki trafiają do dużej misy, gdzie zalewa się je gotowanym syropem – gęstym, słodkim i lepkim. Syrop składa się z miodu sztucznego, miodu naturalnego, cukru, wody i margaryny. Do syropu dodaje się również bakalie – takie, jak kto lubi: orzechy, rodzynki, migdały, suszone owoce. Komin można również zrobić w wersji minimalistycznej – bez dodatków, bo nie każdy je lubi.
Formowanie komina jest procesem wymagającym precyzji i… rękawic. Masa jest ciepła i lepka, dlatego dłonie trzeba zwilżyć – w przeciwnym razie całość zacznie się przyklejać do rąk. Gotową masę wkłada się do formy, wyłożonej wcześniej folią. Formy mogą mieć różny kształt – tradycyjnie jest to walec (stąd nazwa „komin”), ale równie dobrze sprawdzi się wiaderko.
Najbardziej spektakularne wersje komina przygotowuje się na wesela – potrafią osiągać nawet 60 centymetrów, a w wyjątkowych przypadkach nawet metr wysokości! Przypominają wtedy z wyglądu prawdziwe kominy fabryczne.
Komin ma jeszcze jedną ogromną zaletę – trwałość. To ciasto, które nabiera smaku z czasem. Im dłużej stoi, tym jest lepsze – mięknie, staje się delikatniejsze i jeszcze pyszniejsze. Świeżo po przygotowaniu komin jest bardzo twardy, dlatego podaje się je pokrojone na cienkie plasterki – idealne do kawy czy herbaty. Po przekrojeniu również prezentuje się wyjątkowo efektownie.
Komin jest czymś więcej niż tylko deserem. To kawałek tradycji, historii i pasji z Polskiego Bieguna Zimna, który przetrwał dzięki ustnym przekazom i kuchennym eksperymentom. Nie znajdziesz go w cukierniach ani marketach, ale jeśli trafisz na kogoś, kto go piecze – wiedz, że jesteś blisko czegoś wyjątkowego. Dobry komin dostaniesz w Zajeździe Litewskim, na Polskim Biegunie Zimna.
Przeczytaj również artykuł Mrowisko. Najpiękniejszy deser na Polskim Biegu nie Zimna.
Przy wspólnym stole zasiadają mieszkańcy regionu, podróżnicy z całej Polski oraz goście z najdalszych zakątków świata. Litwini odnajdują tu smaki bliskie własnej kulturze, a przybysze z Tajwanu czy Japonii odkrywają wyjątkowy klimat północno-wschodniej Polski. Jedno pozostaje niezmienne – każdy, kto przekracza próg Karczmy Polskiej, wyjeżdża z pełnym brzuchem i wspomnieniem prawdziwej, regionalnej gościnności.
Restauracja Ta Beata w Suwałkach powstała dla gości o różnych gustach i potrzebach. Osoby o zupełnie innych preferencjach kulinarnych mogą usiąść przy jednym stole i wyjść najedzone. Wszyscy znajdą tu coś dla siebie.
Restauracja Nienażarty w Suwałkach udowadnia, że radość da się znaleźć w prostych rzeczach: w spotkaniach, w dobrym miejscu i w jedzeniu, które naprawdę robi dzień. Jeśli szukasz śniadania od 8:00, lunchu z pazurem i autorskich sosów robionych na miejscu — to jest punkt, który warto mieć na swojej mapie Suwałk.
W restauracji Bank Smaków w Suwałkach ulokujesz swój apetyt w wyjątkowych daniach, a zwrot z tej lokaty jest natychmiastowy – w postaci czystej przyjemności! Odwiedzając stolicę Suwalszczyzny zajrzyj tu koniecznie.