Sery z Wiżajn, które wytwarza ręcznie Małgorzata Falecka to opowieść o powrocie do tradycji, o szacunku dla natury i o kulinarnej uczciwości, którą coraz trudniej spotkać.

Sery z Wiżajn to nie tylko produkt. To historia, która rozpoczyna się na pastwiskach Suwalszczyzny. W dobie masowej produkcji żywności, odkrywamy miejsce, w którym Małgorzata Falecka przywraca tradycję prawdziwego serowarskiego rzemiosła.
Dziś półki sklepowe uginają się od seryjnej, przemysłowej żywności. Dlatego warto szukać smaków, które niosą ze sobą autentyczność, pasję i prostotę. Sery z Wiżajn, które wytwarza ręcznie Małgorzata Falecka to opowieść o powrocie do tradycji, o szacunku dla natury i o kulinarnej uczciwości, którą coraz trudniej spotkać. Kiedy ostatni raz miałeś okazję spróbować prawdziwego wiejskiego sera? Dawno? A więc zmieńmy to. Poznaj sery podpuszczkowe, które powstają z mleka krowiego, bez żadnych konserwantów i dodatków.

Pani Małgorzata wszystko robi ręcznie. Każdy ser jest efektem pracy rąk, zanurzonych przez wiele godzin w cierpliwości. Nie ma tu miejsca na masowe procesy, chemiczne dodatki czy przyspieszanie czasu produkcji. Sery z Wiżajn są prawdziwym rzemiosłem – począwszy od uzyskania mleka, przez jego przetworzenie, aż po formowanie i dojrzewanie serów. Właścicielka serowarni wytwarza swoje produkty z mleka krowiego niepasteryzowanego. Dzięki temu sery zachowują swoje naturalne właściwości – pełnię smaku, wartości odżywcze i wyjątkowy smak. Sery z Wiżajn są prawdziwie naturalne i zdrowe, bo nie ma w nich żadnych polepszaczy i dodatków funkcyjnych.
W procesie produkcji sera kluczowa jest dbałość o samo mleko, aby sery zachowały swoją najwyższą jakość. Pani Małgorzata współpracuje z rolnikiem, który prowadzi gospodarstwo ekologiczne. Każda z jego sześciu krów jest traktowana (i karmiona) wyjątkowo, dlatego mleko jest nie tylko świeże i pełne smaku, ale także wolne od sztucznych dodatków i hormonów. Dotyczy to również czarnuszki, suszonych pomidorów, bazylii czy czosnku niedźwiedziego – dodatków do serów, które również są w 100% naturalne i świeże.
Produkcja sera zaczyna się od przywozu świeżego mleka, które trafia do kotła serowarskiego. W nim mleko jest podgrzewane do 36–37 stopni, a gdy osiągnie właściwą temperaturę, dodawana jest do niego podpuszczka – naturalny enzym, który odpowiada za proces krzepnięcia. Po dokładnym wymieszaniu, mleko odpoczywa przez ok. 40 minut, aby powstał skrzep. Dalej, mieszanina ponownie zostaje delikatnie wzruszona, aby rozdrobnić powstałe ziarno serowe. Następnie, w zależności od ilości mleka, dodawana jest gorąca woda o temperaturze około 70°C. Proces mieszania trwa dalej, aż skrzep zaczyna opadać na dno naczynia. To znak, że można przystąpić do kolejnego kroku.

Z powierzchni kotła odciągana jest serwatka – przezroczysta ciecz oddzielająca się od twarogu – a do pozostającego skrzepu dodawana jest sól. Ten etap ma znaczenie nie tylko dla smaku, ale także dla trwałości i struktury sera. Jak podkreśla pani Małgorzata, wszystko odbywa się w odpowiednim tempie, z uważnością i wyczuciem – tak, jak robi się to od pokoleń, w rzemieślniczych serowarniach.
Małgorzata Falecka nie traktuje swoich serów wyłącznie jako produktu do sprzedaży. To dla niej forma misji – dowód na to, że można tworzyć jedzenie inaczej – bez chemii, bez pośpiechu, z szacunkiem dla tradycji. Jej wyroby nie trafiają do supermarketów. Można je kupić wyłącznie bezpośrednio – u pani Małgorzaty albo na lokalnych targach i kiermaszach. Sery z Wiżajn to rzemiosło, które wymaga czasu, ale w zamian oferuje smak, którego nie da się podrobić. W chłodni, sery układane są na dębowych półkach.
To nie przypadek , to świadomy wybór, zakorzeniony w tradycji – mówi Pani Małgorzata. To wszystko ma znaczenie. W naszym stowarzyszeniu zobowiązaliśmy się robić to tak, jak nasze babcie i mamy. A one zawsze trzymały sery na dębowych deskach – podkreśla. Drewno dębowe nie tylko stabilizuje wilgotność i sprzyja dojrzewaniu, ale jest również symbolem ciągłości pokoleń.
Tradycja serowarstwa w Wiżajnach sięga daleko. Pani Małgorzata mówi, że przepisy były przekazywane ustnie lub zapisywane gdzieś w zeszytach i gazetach. Z takich źródeł odtwarzano dawne metody i receptury.
Według lokalnych przekazów, nawet król Władysław Jagiełło podczas jednego z polowań miał zawitać w te strony. Miejscowa ludność ugościła go rybami, rakami i… właśnie serem. Trudno o bardziej symboliczny dowód na to, że ser w Wiżajnach to nie moda – to historia, która nadal dojrzewa.
Popularnym serem w ofercie Małgorzaty Faleckiej jest ser wędzony. Powstaje na bazie sera śmietankowego – delikatnego, białego, który może występować w różnych wariantach smakowych: z czarnuszką, kozieradką, czosnkiem, a nawet kminkiem. Jak podkreśla pani Małgorzata, nie wszystkie przyprawy nadają się do wędzenia, ale kilka dobrze współgra z dymem.
Gotowy ser, po 2–3 dniach leżakowania (kiedy staje się nieco bardziej suchy), trafia do siatki i zostaje poddany procesowi wędzenia. Wędzi się go cały dzień zimnym dymem z drewna olszynowego. Taki sposób wędzenia nadaje serowi charakterystyczny kolor i aromat, ale też wydobywa z niego głębię smaku.
Po wędzeniu, sery trafiają na specjalny stojak. Zostają na nim zawieszone na tych samych kijach, na których były wędzone i do rana odpoczywają i stygną. Najczęściej ser trafia na stół dopiero po schłodzeniu, ale można go jeść od razu – i niektórzy cenią sobie właśnie ten moment, gdy ser jest jeszcze lekko ciepły.

Kolejną specjalnością Małgorzaty Faleckiej jest ser świeży podpuszczkowy – delikatny, kremowy i niezwykle wdzięczny, jeśli chodzi o dodatki. To właśnie ten rodzaj sera jest doskonałą bazą dla wielu smakowych wariacji. Ser świeży podpuszczkowy występuje w różnych wersjach – z czarnuszką, kozieradką, czosnkiem zwykłym, czosnkiem niedźwiedzim, bazylią. Jednym z popularnych miksów jest połączenie suszonego pomidora, bazylii i czosnku, a także klasyczny – z kminkiem. To jednak nie wszystko. Klienci mogą liczyć na znacznie więcej niż tylko gotowe opcje. Można zamówić ser z ulubionymi przyprawami i dodatkami – na przykład z oliwkami, orzechami włoskimi, a nawet pistacjami.
Wśród serów z Wiżajn nie może zabraknąć wersji dojrzewającej – intensywniejszej w smaku i bardziej wyrazistej w strukturze. Ser dojrzewający powstaje z sera świeżego, który następnie dojrzewa przez kilka tygodni, a nawet miesięcy.
Ser dojrzewający leżakuje od dwóch do trzech miesięcy – w zależności od tego, jaki efekt chcemy uzyskać– wyjaśnia serowarka.
Sery dojrzewające przechodzą stopniową przemianę: około półtoramiesięczny wariant jest jeszcze miękki, delikatny, ale już pełen smaku. To właśnie taka wersja cieszy się największą popularnością wśród klientów.
Z kolei trzy miesiące dojrzewania nadają serowi bardziej zbitą, suchą konsystencję i smak zbliżony do parmezanu. Taki można zetrzeć na tarce albo pokroić w kostkę i podać jako przekąskę – co kto lubi.
Podobnie jak inne jej sery z Wiżajn, także i ten występuje w wersjach z dodatkami – od ziół po przyprawy – dając koneserom smaku szerokie pole do smakowych eksperymentów.
Produkty Małgorzaty Faleckiej różnią się od sklepowych serów nie tylko smakiem, ale przede wszystkim podejściem do ich tworzenia. Bez chemii, bez pośpiechu, z dbałością o każdy detal i szacunkiem dla natury. Chemię możesz poczuć do sera, ale nie w serze.
Produkty pani Małgorzaty można znaleźć między innymi na jarmarku w Gołdapi, który odbywa się dwa razy w miesiącu – po pierwszym i po piętnastym dniu miesiąca. Regularnie bywa też w Suwałkach, gdzie dowozi sery swoim klientom. A dla tych, którzy cenią sobie bezpośredni kontakt z producentką i chcą zobaczyć, skąd pochodzi ten wyjątkowy smak – zawsze można odwiedzić ją osobiście w Wiżajnach, przy ulicy Wierzbołowskiej 35.
Polski Biegun Zimna smakuje naprawdę.
Przy wspólnym stole zasiadają mieszkańcy regionu, podróżnicy z całej Polski oraz goście z najdalszych zakątków świata. Litwini odnajdują tu smaki bliskie własnej kulturze, a przybysze z Tajwanu czy Japonii odkrywają wyjątkowy klimat północno-wschodniej Polski. Jedno pozostaje niezmienne – każdy, kto przekracza próg Karczmy Polskiej, wyjeżdża z pełnym brzuchem i wspomnieniem prawdziwej, regionalnej gościnności.
Restauracja Ta Beata w Suwałkach powstała dla gości o różnych gustach i potrzebach. Osoby o zupełnie innych preferencjach kulinarnych mogą usiąść przy jednym stole i wyjść najedzone. Wszyscy znajdą tu coś dla siebie.
Restauracja Nienażarty w Suwałkach udowadnia, że radość da się znaleźć w prostych rzeczach: w spotkaniach, w dobrym miejscu i w jedzeniu, które naprawdę robi dzień. Jeśli szukasz śniadania od 8:00, lunchu z pazurem i autorskich sosów robionych na miejscu — to jest punkt, który warto mieć na swojej mapie Suwałk.
W restauracji Bank Smaków w Suwałkach ulokujesz swój apetyt w wyjątkowych daniach, a zwrot z tej lokaty jest natychmiastowy – w postaci czystej przyjemności! Odwiedzając stolicę Suwalszczyzny zajrzyj tu koniecznie.